Mój mąż i ja dużo rozmawialiśmy o tym, co zamierzamy zrobić.
W końcu zdecydowaliśmy się odłożyć operację i
spróbować znaleźć lekarstwo. Poprosiliśmy o informacje ludzi,
których znaliśmy. Kolega mojego męża powiedział mi, że jego
matka leczyła się u terapeuty dziedzicznego. Wyjaśnił mi, gdzie
mogę ją znaleźć.
Odbyliśmy długą podróż (600 km w jedną stronę), ale nie
udało nam się spotkać czarownicy: stara kobieta już zmarła.
Ponieważ nie miała dzieci, podzieliła się swoją wiedzą z
sąsiadem. Powiedziała nam, że trokserutyna, wyciąg z jabłka i
miód wyleczą moje żyły.